Człowiek to najszlachetniejsza i najbardziej rozwinięta istota stworzona przez Boga. Jako jedyny gatunek zwierząt posiadamy moralność. Jednak w pewnym sensie każdy z nas ma coś ze świni. I nie ma tu znaczenia status społeczny, materialny, wykształcenie ani poziom kultury osobistej.
Wyobraźmy sobie człowieka kulturalnego i cenionego wśród znajomych i współpracowników. Ten sam człowiek po powrocie do domu zrzuca maskę. Swoje frustracje nagromadzone w ciągu dnia wyładowuje na najbliższych a o wszystkich ludziach spotkanych poza murami swojego domu wyraża się w najgorszych słowach prezentując gniew, zazdrość czy pogardę. Jego mowa jest jak kubeł pomyj i z pewnością zadziwiłaby ludzi, wśród których cieszy się nienaganną reputacją.
Inny człowiek z kolei postrzegany jest jako wzór dobroci i szlachetności. Cieszy się sympatią i zaufaniem wielu. Jest szanowaną personą uchodzącą za autorytet oraz współmałżonka i rodzica bez skazy. Jednak ten sam osobnik ma drugą naturę – szuka szczęścia z w zdradach małżeńskich, jest próżny i pełen pychy. Wszystkich ludzi wokół siebie traktuje instrumentalnie, interesownie i żywi do nich głęboką niechęć.
Każdy z nas ma swój chlew. To dziedzina życia, w której zawodzimy i upadlamy się. Błotem tego chlewu jest grzech z którym sobie nie radzimy. Wciąż go powtarzamy, ponieważ przegrywamy w walce z nim lub po prostu dajemy za wygraną. Mimo że czujemy w nim zło, nie jesteśmy w stanie go sobie odmówić. Jest jak plama na naszej duszy, która uniemożliwia poczucie bycia w pełni wolnym od wyrzutów sumienia. Nie jesteśmy w stanie jej „zmyć” w oparciu o własną siłę woli. Wiesz o czym mówię. Wciąż przekraczamy granice naszego prywatnego „chlewu” aby w chwili słabości móc się w wytaplać we własnych grzechach. Jednak nawet po pozornym obmyciu się i powrocie do codzienności, czujemy że to błoto jest na nas. Odnosimy nieodparte wrażenie, że żyjemy w fikcji... I tak właśnie jest.
„Czuwajcie, bo nie znacie dnia ani godziny”
Mt 25, 1-13
Mając w perspektywie śmierć i Sąd Ostateczny chcemy umrzeć ze świadomością, że przeżyliśmy dobrze swoje życie, że było szczęśliwe i możemy odejść z tego świata z czystym sumieniem.
Gdyby ktoś w tym właśnie momencie powiedział Ci „Skończ z tym! To Cię zniszczy!”, to jaka byłaby Twoja odpowiedź? - „OK. Nie ma sprawy”? Nie! Jak prawie każdy powiedziałbyś sobie raczej „To nie możliwe! Nie mogę bez tego żyć! To część mnie! To zbyt cenne!”. Zapierałbyś się rękami i nogami szukając wymówek lub umniejszał znaczenie swoich złych skłonności, prawda?
Czy jesteś w stanie w tym momencie przestać obmawiać innych, rzucić palenie, przestać się objadać, porzucić pogardę i nienawiść do innych, przestać zazdrościć, zerwać ze zniewoleniami związanymi z nieczystością? Dobrze wiesz, że te rzeczy rujnują życie Tobie i ludziom w Twoim otoczeniu. Jednocześnie wydaje Ci się, że bez nich nie możesz żyć.
„Proście a będzie wam dane”
Mt 7,7
Masz rację – nie dasz rady. Nie dokonasz tego sam. Nawet jeżeli uda Ci się pokonać jakąś swoją słabość, na tym świecie zawsze znajdzie się coś, co się do Ciebie „przylepi” w podobny sposób. To jak walka z hydrą, której po ucięciu głowy odrastają kolejne. Najwięksi tego świata ponosili porażki a trony najpotężniejszych były wywracane. Czemu miałbyś twierdzić że sam uniesiesz więcej niż Ci, którym stawiano pomniki a nieraz wynoszono ich na ołtarze?
„Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”
(słowa obrzędu Mszy Świętej Kościoła Katolickiego)
Wszystko, co w życiu nas martwi i przygnębia związane jest z grzechem. A grzech to zło, które wyrządzamy przede wszystkim sobie a dopiero potem innym. Tysiące lat temu to Jezus zgładził nasze grzechy i w dalszym ciągu tylko on jest w stanie to robić. Jest zawsze z nami i tylko czeka aż poprosimy go o to. Wtedy niczym ojciec z przypowieści o synu marnotrawnym przyjmie nas z otwartymi ramionami i da do zrozumienia jak cieszy się, że wróciliśmy do Niego i dajemy się po raz kolejny uratować. Tak długo na nas czekał.
Jezus jest naszym jedynym wybawicielem i tylko u Niego znajdujemy ostateczne rozwiązanie naszych problemów. Gdy oddajemy mu wszystkie swoje troski, On nam pomaga. A owoce jego działania jak zwykle przerastają nasze wszelkie oczekiwania. Już teraz zwróćmy się do Niego oddając Mu po kolei wszystkie swoje troski. Dziękujmy Mu za to, co przyniesie w odpowiedzi na nasze modlitwy! Dziękujmy mu za sposób w jaki obmyje nas z błota i da nam szczęśliwe, pełne szacunku do siebie i wolne od wyrzutów sumienia życie!
Sources:
picture - kinoplay.pl
inspiration: Holy Bible, statement of my friend Stanisław

Komentarze
Prześlij komentarz